June 1, 2021
De parte de EZLN
246 puntos de vista


Jun012021

Wczoraj. Teoria i praktyka.

<!–

22982

–>

Z notatnika koto-psa:

Wczoraj. Teoria i praktyka.

Zgromadzenie w jednej z g贸rskich wiosek po艂udniowo-wschodniego Meksyku. Okolice lipca-sierpnia, prawdopodobnie ubieg艂ego roku, jako 偶e pandemia koronawirusa opanowuje planet臋. To nie jest zwyk艂e zgromadzenie. Nie tylko ze wzgl臋du na szale艅stwo, kt贸re zebra艂o tu obecnych, ale r贸wnie偶 bior膮c pod uwag臋 widoczny dystans pomi臋dzy krzes艂ami oraz fakt, 偶e kolory masek wydaj膮 si臋 niewyra藕ne za mglist膮 przes艂on膮 przy艂bic ochronnych.

Jest tutaj polityczno-organizacyjne kierownictwo EZLN (Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego). S膮 tu r贸wnie偶 niekt贸rzy przyw贸dcy wojskowi, ale siedz膮 w ciszy dop贸ki kto艣 nie poprosi ich by odezwali si臋 w okre艣lonej kwestii.

Os贸b jest wi臋cej ni偶 mo偶na by si臋 spodziewa膰. Co najmniej sze艣膰 okolicznych j臋zyk贸w, wszystkie o korzeniach maja艅skich; hiszpa艅ski, czy te偶 鈥瀋astilla鈥, u偶ywany jest jako pomost umo偶liwiaj膮cy porozumiewanie si臋.

Wielu spo艣r贸d obecnych tutaj to tak zwani weterani 鈥 uczestniczyli w powstaniu, kt贸re rozpocz臋艂o si臋 pierwszego stycznia 1994 roku i, z broni膮 w r臋ku, zeszli do miast wraz z tysi膮cami swoich towarzyszy i towarzyszek, jako jedni spo艣r贸d nich. Obecni s膮 r贸wnie偶 鈥瀗owi鈥 鈥 m臋偶czy藕ni i kobiety, kt贸re do艂膮cza艂y si臋 z biegiem czasu do ruchu zapatyst贸w. Wi臋kszo艣膰 鈥瀗owych鈥 stanowi膮 鈥瀗owe鈥, kobiety w r贸偶nym wieku, pos艂uguj膮ce si臋 r贸偶nymi j臋zykami.

Zgromadzenie samo w sobie, jak i jego spos贸b organizacji, przypomina zgromadzenia odbywaj膮ce si臋 w lokalnych spo艂eczno艣ciach. Zawsze jest kto艣, kto koordynuje spotkanie 鈥 ta osoba wskazuje kto i kiedy ma zabra膰 g艂os oraz kt贸ry spo艣r贸d uzgodnionych wcze艣niej temat贸w zostanie teraz poruszony. Nie ma ogranicze艅 czasowych na艂o偶onych na wypowiedzi, a wi臋c czas biegnie tutaj w swoim tempie.

Kto艣, w艂a艣nie w tej chwili, opowiada histori臋, czy te偶 historyjk臋, a mo偶e nawet legend臋. Nikogo nie obchodzi czy to realne wydarzenia czy fikcja. Wa偶ne jest przes艂anie.

Historia idzie tak:

M臋偶czyzna, zapatysta, spaceruje sobie przez wie艣. Ma na sobie wykwintny ubi贸r i nowy kapelusz, poniewa偶, jak sam twierdzi, b臋dzie szuka膰 przysz艂ej partnerki. Narrator imituje kroki i gesty widziane w jednym z film贸w, kt贸re sta艂y si臋 znane dzi臋ki pierwszemu festiwalowi filmowemu 鈥濸uy Ta Cuxlejaltic鈥. Zebrani i zebrane 艣miej膮 si臋 gdy osoba opowiadaj膮ca histori臋 udaje ton g艂osu Cochiloco (granego przez Joaqu铆na Cos铆o w filmie 鈥濸iek艂o鈥 w re偶yserii Luisa Estrady, 2010r.) i zdejmuje kapelusz by pozdrowi膰 fikcyjn膮 kobiet臋 d藕wigaj膮c膮 drewno, rzekomo przechodz膮c膮 obok wraz ze swoim mu艂em. Osoba opowiadaj膮ca histori臋 miesza hiszpa艅ski z jednym z j臋zyk贸w maja艅skich, tak 偶e osoby uczestnicz膮ce w spotkaniu, nie przerywaj膮c narratorowi, t艂umacz膮 sobie nawzajem niezrozumia艂e fragmenty.

Narrator przypomina wszystkim, 偶e m贸wimy o czasie zbior贸w kukurydzy. Zebrane osoby kiwaj膮 g艂owami w potwierdzaj膮cym ge艣cie.

Opowie艣膰 trwa dalej:

M臋偶czyzna z kapeluszem wpada na znajomego, witaj膮 si臋. 鈥濸rosz臋, prosz臋, nie pozna艂em ci臋 w tym kapeluszu i wyj艣ciowym wdzianku鈥 鈥 m贸wi do艅 znajomy. Ten odpowiada: 鈥濻prawa wygl膮da tak, 偶e szukam dla siebie partnerki鈥. Drugi na to: 鈥濧 jak si臋 nazywa twoja partnerka i gdzie mieszka?鈥. Facet z kapeluszem: 鈥濶o, nie wiem鈥. Ten drugi: 鈥濲ak to nie wiesz?鈥. Kapelusznik: 鈥濶o, dlatego powiedzia艂em, 偶e jej szukam, a zak艂adaj膮c, 偶e ju偶 j膮 spotka艂em, to znam ju偶 jej imi臋 i wiem te偶 gdzie mieszka鈥. Rozm贸wca szybko docenia t臋 przekonuj膮c膮 logik臋 i przytakuje w ciszy.

Teraz kolej kapelusznika: 鈥濧 co u ciebie?鈥. Drugi odpowiada: 鈥濻iej臋 kukurydz臋, bo mam ochot臋 zje艣膰 sobie kolb臋鈥. Kapelusznik milczy przez chwil臋 spogl膮daj膮c na swojego rozm贸wc臋 jak ten, przy pomocy kija od miot艂y, robi dziury w ziemi na 艣rodku szutrowej drogi. Kapelusznik: 鈥濻艂uchaj towarzyszu, z ca艂ym szacunkiem, ale jeste艣 sko艅czonym kretynem鈥. Drugi: 鈥濧 to dlaczego? Skoro wk艂adam du偶o ch臋ci w prac臋 i jestem zdecydowany, 偶e chc臋 zje艣膰 kolb臋鈥︹.

Ten od kapelusza siada, odpala papierosa, kt贸rego podaje swojemu rozm贸wcy, a nast臋pnie odpala kolejnego dla siebie. Nie wygl膮daj膮 jakby si臋 spieszyli, ani kapelusznik 偶eby szuka膰 partnerki, ani ten drugi 偶eby zje艣膰 sobie kolb臋. Wiecz贸r si臋 przed艂u偶a i wgryza si臋 w noc by da膰 jeszcze troch臋 dziennego 艣wiat艂a. Deszcz nadal nie zacz膮艂 pada膰, ale niebo zaczyna ju偶 naci膮ga膰 na siebie szare chmury by zupe艂nie si臋 nimi okry膰. Ksi臋偶yc czai si臋 za drzewami. Po d艂u偶szej chwili milczenia kapelusznik zaczyna t艂umaczy膰:

鈥濶o, wi臋c tak, towarzyszu, nie wiem czy dobrze si臋 rozumiemy. Po pierwsze grunt. W tej kamienistej ziemi kukurydza si臋 nie przyjmie. Tutaj ziarenko obumrze przy ca艂ym tym tupaniu i nie b臋dzie mia艂o gdzie zapu艣ci膰 korzeni. Ziarenko obumrze i tyle z tego b臋dzie. A po drugie, twoja miot艂a, kt贸rej u偶ywasz jako motyki鈥 Miot艂a to miot艂a, a motyka to motyka 鈥 i dlatego ta biedna miot艂a jest ju偶 ca艂a po艂amana i ledwie sklecona鈥.

Kapelusznik chwyta miot艂臋, egzaminuje efekty prowizorycznej naprawy wykonanej przez tego drugiego przy pomocy ta艣my klej膮cej i lin, i m贸wi dalej: 鈥濼eraz to nic ju偶 z ni膮 nie zrobisz, towarzyszu! Gdybym ja zrobi艂 co艣 takiego miotle mojej towarzyszki, od razu pokaza艂aby mi gdzie raki zimuj膮鈥.

Kontynuuje: 鈥濧 wi臋c, kukurydza nie gdziekolwiek, towarzyszu, ani przy pomocy pierwszej rzeczy jak膮 ma si臋 pod r臋k膮. Ona ma swoje 鈥瀏dzie鈥 i swoje 鈥瀙rzy pomocy czego鈥. Poza tym, to nie jest czas na sadzenie kukurydzy, teraz jest czas zbior贸w. A 偶eby nadszed艂 czas na zbiory, trzeba najpierw ci臋偶ko si臋 napracowa膰 przy rosn膮cej kukurydzy. Do ziemi nie mo偶na powiedzie膰: <<No, stara, ju偶 jestem, daj mi pozol (nap贸j alkoholowy ze sfermentowanej masy kukurydzianej) i tortill臋!>>, tak jak mia艂e艣 w zwyczaju krzycze膰 do swojej towarzyszki a偶 do艂膮czy艂a do grupy como mujeres que somos i basta, sko艅czy艂y si臋 twoje krzyki. Ale to twoja sprawa, towarzyszu. Chodzi mi o to, 偶e ziemi nie wydaje si臋 rozkaz贸w, tylko si臋 jej t艂umaczy, m贸wi si臋 do niej, czci si臋 j膮, opowiada si臋 jej historie 偶eby si臋 o偶ywi艂a. A ziemia nie s艂ucha w jakim b膮d藕 momencie, tylko ma sw贸j czas, jak to m贸wi膮, ma sw贸j kalendarz. Trzeba dobrze przekalkulowa膰 dni i noce oraz przygl膮da膰 si臋 ziemi i niebu 偶eby dowiedzie膰 si臋 kiedy dok艂adnie przyst膮pi膰 do sadzenia.鈥

鈥濧 wi臋c tu le偶y, jak to si臋 m贸wi, problem. 呕e b艂膮dzisz we wszystkim, ale my艣lisz, 偶e skoro wk艂adasz du偶o ch臋ci i jeste艣 bardzo zdecydowany, to twoja zachcianka si臋 spe艂ni. To, czego potrzebujesz to wiedza. Rzeczy nie wychodz膮 dobrze z samej pracy i zdecydowania, lecz trzeba 偶eby艣 wybra艂 dobry teren, a potem stosowne narz臋dzia, a nast臋pnie odpowiedni czas na ka偶d膮 cz臋艣膰 pracy. B膮d藕, jak to si臋 m贸wi, potrzeba teorii i praktyki z u偶yciem wiedzy, a nie g艂upot, kt贸re wyprawiasz, a kt贸re powinny ci臋 zawstydza膰, poniewa偶 wszyscy si臋 na to patrz膮 i si臋 艣miej膮鈥.

鈥濧 co do ba艂wan贸w, kt贸rzy si臋 艣miej膮 鈥 robi膮 to, poniewa偶 nie zdaj膮 sobie sprawy jakie durnoty wyprawiasz. A one r贸wnie偶 odbij膮 si臋 na nich, bo w艂a艣nie te dziury, kt贸re teraz kopiesz, najpierw wype艂ni膮 si臋 wod膮, a potem, gdy woda b臋dzie sp艂ywa膰, porobi膮 si臋 od niej rowy na kszta艂t zmarszczek babci szanownego towarzysza, jako 偶e moja ju偶 jest w niebie. I w ten spos贸b nie b臋dzie m贸g艂 przejecha膰 transport z Rady Dobrych Rz膮d贸w (Junta del Buen Gobierno 鈥 rada zajmuj膮ca si臋 mi臋dzy innymi koordynowaniem pomocy i wzajemnego wsparcia mi臋dzy lokalnymi spo艂eczno艣ciami oraz dystrybuowaniem pomocy zewn臋trznej), bo si臋 zaklinuje, a osoby b臋d膮 musia艂y nosi膰 na plecach przywiezione materia艂y i towary. A przez wod臋 w zag艂臋bieniach podniszcz膮 si臋 im buty i spodnie, tym bardziej je艣li b臋d膮 mieli na sobie wykwintne ubrania, jak ja teraz, i nigdy przenigdy nie znajd膮 sobie partnerki. A towarzyszki鈥 tym gorzej, towarzyszu, bo one s膮 dzielne. Po prostu przemaszeruj膮 obok ciebie z osio艂kiem d藕wigaj膮cym ich rzeczy i powiedz膮: 鈥濷to ten, kt贸ry jest bardziej uparty ni偶 m贸j osio艂ek, i bardziej durny鈥. I wyja艣ni膮 ci: 鈥濼owarzyszu, jak b臋d臋 m贸wi膰 鈥濺az-dwa, cholerny o艣le!鈥 to prosz臋 si臋 nie obrazi膰, bo kieruj臋 te s艂owa do mojego zwierz臋cia鈥.

鈥濩o si臋 sta艂o, towarzyszu, 偶e si臋 tak traktujemy bez krzty szacunku?鈥 鈥 pyta ten drugi ura偶ony.

Kapelusznik: 鈥濶o nic, po prostu ci m贸wi臋. We藕 to wi臋c jako rad臋 lub nakierowanie, a nie jako rozkaz. Ale jak to mawia艂 nasz zmar艂y Sup: 鈥濴epiej b臋dzie jak zrobisz tak jak ci m贸wi臋, bo w przeciwnym wypadku jak wyjdzie 藕le to powiem ci: <<Nienawidz臋 m贸wi膰 a nie m贸wi艂em, ale czy偶 ci nie m贸wi艂em?>>. Wi臋c pos艂uchaj mnie, towarzyszu.鈥

Drugi na to: 鈥濩zyli ten teren nie jest w艂a艣ciwy? Ani moja motyka? Ani ten czas?鈥

Kapelusznik: 鈥濶ie, nie i nie鈥.

鈥濳iedy wi臋c jest dobry czas?鈥

鈥濷j, on ju偶 min膮艂. Teraz trzeba czeka膰 na kolejny sezon. Okolice kwietnia-maja鈥 I 偶eby nie brakowa艂o wody, trzeciego maja trzeba 偶eby艣 da艂 ziemi sw贸j kawa艂ek chleba, co艣 od siebie na orze藕wienie przy upale, czasem r贸wnie偶 skr臋canego papierosa, 艣wiece wotywne, a s膮 tacy, kt贸rzy oddaj膮 r贸wnie偶 od siebie owoce i warzywa, a nawet roso艂ek drobiowy. Zmar艂y Sup mawia艂, 偶e tylko dynia nie 鈥 je艣li dasz ziemi dyni臋, to tylko si臋 rozochoci i wyjdzie z tego samo zamieszanie. Ale my艣l臋, 偶e to by艂o k艂amstwo ze strony zmar艂ego 鈥 m贸wi艂 tak, bo nie za bardzo lubi艂 dynie鈥.

鈥濳iedy wi臋c dok艂adnie?鈥

鈥濰mm, widzisz wi臋c 鈥 jest ju偶, jak to si臋 m贸wi, prawie pa藕dziernik, a wi臋c za sze艣膰 miesi臋cy. Czyli w kwietniu-maju. Ale to zale偶y鈥.

鈥濩holera, a co mam w takim razie zrobi膰 je艣li mam ochot臋 zje艣膰 kolb臋 w tej chwili?鈥. Zastanawia si臋 i po chwili dodaje: 鈥濲u偶 wiem co! Po偶ycz臋 kilka kolb od naczelnictwa!鈥.

Kapelusznik: 鈥濧 jak si臋 zamierasz za nie odp艂aci膰?鈥

鈥濶o, wezm臋 po偶yczk臋 od Junty i w ten spos贸b to wyr贸wnam. A 偶eby sp艂aci膰 si臋 Juncie wezm臋 po偶yczk臋 od Tercios (przedstawicieli medialnych). A 偶eby wyr贸wna膰 rachunki z Tercios ponownie zapo偶ycz臋 si臋 u naczelnictwa, b臋d膮 ju偶 przecie偶 wiedzieli, 偶e sp艂acam si臋 uczciwie鈥.

Kapelusznik, drapi膮c si臋 po g艂owie: 鈥濩holera, towarzyszu, teraz to naprawd臋 wyszed艂 z ciebie skurczybyk, normalnie jak w jakim艣 filmie Vargasa. Je艣li tak rozumujesz, jak to maj膮 w zwyczaju z艂e rz膮dy, powiniene艣 zosta膰 pos艂em, senatorem, gubernatorem, czy jakim艣 innym durniem tego typu鈥.

鈥濻pokojnie, towarzyszu. Ja to sam op贸r i rebelia. Musz臋 tylko zobaczy膰 jak to wszystko ogarn膮膰.鈥

Kapelusznik: 鈥濪obra, to ja sobie id臋, bo jak nie p贸jd臋, to nie znajd臋 sobie partnerki. Do zobaczenia, towarzyszu.鈥

Drugi: 鈥瀂 Bogiem, a je艣li spotkasz swoj膮 przysz艂膮 partnerk臋, nie omieszkaj zapyta膰 czy jej rodzina nie ma przypadkiem kolb kukurydzianych 偶eby mi po偶yczy膰, a ja sprawnie wszystko oddam鈥.

Osoba opowiadaj膮ca histori臋 zwraca si臋 do zgromadzenia: 鈥濧 wi臋c, co jest lepsze? 呕eby艣my zapewnili towarzyszowi kolby czy 偶eby to zrobi艂a teoria i praktyka z u偶yciem wiedzy?鈥

-*-

Nadesz艂a pora na pozol (nap贸j alkoholowy ze sfermentowanej masy kukurydzianej). Zgromadzenie si臋 rozchodzi, a SupGaleano, z czystej przekory, odchodz膮c ju偶, m贸wi do Subcomandante Mois茅sa: 鈥濪latego w艂a艣nie ja jem tylko pra偶on膮 kukurydz臋鈥 i Subcomandante Mois茅s odrzeka mu: 鈥濧 co z ostrym sosem?鈥. SupGaleano nie odpowiada, ale odbija w przeciwnym kierunku. 鈥濪ok膮d wi臋c zmierzasz?鈥 鈥 dopytuje go Mois茅s. Sup, oddalaj膮c si臋, niemal krzyczy: 鈥濱d臋 wzi膮膰 sos na kredyt w sklepiku rebeliantek鈥.

Potwierdzam.
Miau-hau.

Koto-pies, pasa偶er na gap臋 w La Monta帽a.
(No wi臋c, nie wystarczy艂o kasy i, ponadto, na wej艣ciu do La Monta帽a znajduje si臋 kartka z napisem: 鈥濶ie wpuszcza si臋 kot贸w, ps贸w鈥 ani schizofrenicznych chrz膮szczy鈥).

Jeszcze Meksyk. Kwiecie艅 2021.

El Mariachi Renacimiento del Caracol de Roberto Barrios.

Jovena base zapatista despide a la delegaci贸n mar铆tima zapatista.

M煤sica: Santiago Feli煤, interpretando 芦Cr茅eme禄 de Vicente Feli煤.

Share

No hay comentarios todav铆a.

RSS para comentarios de este art铆culo.




Fuente: Enlacezapatista.ezln.org.mx